Piotr Boroń

Historia Prawdziwa

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

SŁOWO WSTĘPNE NA 56. KONFERENCJĘ MIĘDZYNARODOWEJ KOMISJI HISTORII INSTYTUCJI REPREZENTATYWNYCH I PARLAMENTARNYCH PT. „PODZIAŁ WŁADZY I PARLAMENTARYZM W PRZESZŁOŚCI I WSPÓŁCZEŚNIE: PRAWO – DOKTRYNA –PRAKTYKA”.

 

         Witając serdecznie wszystkich uczestników konferencji, pragnę wyrazić radość z faktu, że możemy gościć Państwa w Krakowie, stolicy Małopolski i dawnej stolicy Rzeczypospolitej.

         Jako Przewodniczący Sejmiku Województwa Małopolskiego współtworzę regionalny parlamentaryzm, a jako historyk z wykształcenia również go obserwuję, porównując do dawnych urządzeń samorządowych, także sprzed pięciuset lat. Nazwa sejm (lub ziemski sejmik) podkreślała ze starosłowiańskiej tradycji wiecowej powszechność reprezentacji.

Od początku XV wieku rycerskie sejmiki ziemskie funkcjonowały już we wszystkich ziemiach Korony Królestwa Polskiego. Z końcem XV wieku ukształtowała się w formie sejmu walnego reprezentacja całego stanu szlacheckiego, zawierającego początkowo (kapituły) lub wybiórczo (miasta) przedstawicielstwa innych stanów  feudalnych. Zaryzykuję twierdzenie, że o ile obecne obyczaje parlamentarne bardzo odbiegają od naszych oczekiwań, to przecież obraz parlamentaryzmu zakorzeniony w świadomości zbiorowej jest znacznie gorszy. Zrywanie Sejmu, motywowane brakiem dostatecznej ilości świec lub zrywanie sejmiku ziemskiego w wyniku kłótni o to, w jakiej kolejności będą zasiadać goście, bójki z użyciem szabel, mimo, że obrady toczyły się w kościołach to zakodowany w społeczeństwie stereotyp dawnych epok.

         Liczne badania naukowe rzucają lepsze światło na dzieje, ale fatum upadku naszej państwowości pod koniec XVIII wieku kładzie się długim cieniem na naszej historii. To właśnie w murach Uniwersytetu Jagiellońskiego zakwitła półtora wieku temu pesymistyczna szkoła krakowska, upatrująca przyczyn rozbiorów w zadawnionych wadach ustrojowych Polski. Przeciwstawiała się jej szkoła warszawska, która kładła nacisk na przyczynę czynników zewnętrznych w doprowadzeniu do rozbiorów Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W dzisiejszej literaturze historycznej panuje bardzo wyważony pogląd, ale stereotypy myślenia o mentalności i szlacheckich obyczajach parlamentarnych budowane są wciąż w  oparciu o zdarzenia precedensowe.

         Wiece wojskowe, sejmiki ziemskie, z którymi król musiał od 1454 roku konsultować najważniejsze decyzje, a następnie parlament ogólnopaństwowy, który ukształtował się w 1493 roku - to partnerzy monarchy w decydowaniu o losach państwa. To przedstawiciele tylko jednego i aż całego stanu szlacheckiego, którego liczebność w Polsce wynosiła ok. 10 procent populacji. Stan szlachecki, korzystając ze swojej uprzywilejowanej roli obrońcy ojczyzny i poprzez szantaż wobec kandydatów do królewskiego tronu poszerzał coraz bardziej zakres swoich przywilejów, które również oznaczały – niestety – ograniczenia innych stanów. Sięgając myślą do wieku XV i porównując demokrację szlachecką z ustrojami wielu ówczesnych państw możemy być dumni z faktu, że nasza szlachta czuła się w bardzo dużym stopniu odpowiedzialna za swoje państwo.

Nota bene podczas, gdy np. we Włoszech stan mieszczański doszedł do dużego znaczenia, a samorządy miejskie osiągnęły modelowe rozwiązania, to w Rzeczpospolitej Szlacheckiej, zdominowanej przez stan rycerski, rozproszony terytorialnie, do polskich osiągnięć zaliczyć należy doskonalenie samorządu regionalnego, tak ważnego w dzisiejszej Europie.

Wielu historyków tłumaczy fenomen polskiej tolerancji religijnej dojrzałością demokracji i solidarnością stanu szlacheckiego. Jednakże formy demokracji szlacheckiej w zestawieniu szczególnie z absolutyzmem oświeconym stały się anachronizmem. Jak to się stało, że wzrastająca odpowiedzialnośc za państwo ustąpiła z czasem anarchii? – to jedno z podstawowych zagadnień, które historycy polscy starają się wyjaśnić.

         Niniejsza konferencja, odbywająca się w roku jubileuszu pięćsetlecia pamiętnego sejmu radomskiego, musi nasuwać również refleksję nad zależnością form ustrojowych od interesów stanowych, którym służą. Relacja pomiędzy sejmem i senatem w konstytucji radomskiej to przecież formalne utwierdzenie praw stanu szlacheckiego względem magnaterii oraz króla. Dla uznania praw szlachty konieczne było zatem określenie praw sejmu. Charakterystyczne, że rządy oligarchii magnackiej w sto lat później de facto obyły się bez podważenia ustrojowych funkcji obu izb polskiego parlamentu. Magnateria obyła się bez zmian formalnych, a praktycznie osiągnęła przewagę, której nie mogła osiągnąć w początkach XVI wieku.

         Wolność osobista i obawa przed absolutum dominium to dwa filary mentalności szlachty, która do końca I Rzeczypospolitej zachowała wiarę w sprawność pospolitego ruszenia i – przywiązana do gospodarki folwarcznej – nie wyrzekła się rzymskiego ideału Cyncynata: rolnika i zarazem żołnierza.

         Mentalność szlachty cechuje wiele przeciwieństw. Ta sama szlachta, gardząc cudzoziemskimi wyróżnieniami, szczególnie ceniła sobie tytularne urzędy ziemskie, przenosząc ich splendor nawet na trzecie pokolenie. Ta sama szlachta, która wielbiła demokrację, wytworzyła misterny system klienteli z podobieństwem do starożytnego Rzymu. Ta sama szlachta, która stworzyła mit o wielkiej Sarmacji, w praktyce wyznawała ideał polityka o zasięgu powiatowym, a posłowie na sejm walny wiązani byli instrukcjami sejmikowymi o znaczeniu stricte lokalnym. Ustrój Rzeczypospolitej szlacheckiej ewoluował, ale zawsze była to res publica mixta, na której czele stał król, o którym mawiano, że „jedynie dla powagi republiki mieć go należy”.

         Dziś - w obliczu wyborów parlamentarnych – odżywa dyskusja nad przyszłością parlamentaryzmu polskiego. Jako państwo odbudowujące instytucje demokratyczne po zapaści doby komunizmu szukamy właściwego dla nas modelu ustrojowego. Proces ten jest utrudniony poprzez zasadę wahadła, która daje co cztery lata rządy przeciwnym sobie ideologicznie opcjom politycznym, a te – nawet dla realizacji polityki personalnej – uciekają się do zmian ustrojowych. Charakter formalny instytucji demokratycznych zależny jest zatem od krótkowzrocznych celów, podporządkowany czteroletniej kadencyjności Parlamentu Rzeczpospolitej Polskiej. To nie służy stabilizacji. Tym bardziej cieszę się, że niniejsza Konferencja odbywa się właśnie tu i teraz, ponieważ przyszłość powinniśmy kształtować przede wszystkim w oparciu o doświadczenie historyczne i szukać rozwiązań, które zaspokoją potrzeby demokratyczne na długi czas. To wymaga naukowej refleksji. Ze swej strony jestem bardzo zainteresowany efektem badań uczestników konferencji – również pod kątem kształtowania przyszłości ustroju polskiego i europejskiego.

Życzę Państwu owocnych obrad i jak najmilszych przeżyć w gościnnej Małopolsce.